




|
Nie ma w Krakowie tak wysokich budowli, jak paryska Wieża Eiffla czy nowojorski Empire State Building, z których rozciąga się widok na całą okolicę. Jest tu jednak miejsce, w którym można zasiąść przy obficie zastawionym stole, mając u stóp panoramę starego miasta. Wystarczy wejść do zabytkowej kamienicy "Pod starym koniem", położonej na Rynku Głównym pod numerem 39 i przebywszy długą, ozdobioną malowidłami sień, znaleźć się w restauracji / kawiarni "Pod Krzyżykiem".
Lokal bierze swą nazwę od mieszczącej się tu dawniej słynnej miodosytni, istniejącej od 1580 roku. Po II Wojnie Światowej została ona upaństwowiona i przerobiona na dość tandetną restaurację, nie pozbawioną jednak swoistego charakteru. Dość wspomnieć, że oprócz pijanych dorożkarzy widywało się tu często takich luminarzy kultury polskiej jak Stefan Kisielewski, Leopold Tyrmand, prof. Kazimierz Wyka, czy Piotr Skrzynecki.
Po powrocie kamienicy do rąk prawowitych właścicieli, rozpoczął się jej długotrwały, niezwykle staranny remont, uwieńczony otwarciem restauracji, która zachowała nazwę, ale zmieniła się z ponurej knajpy w "rajską dziedzinę ułudy". Wystrój sal restauracyjnych cechuje konserwatywna elegancja, nie pozbawiona jednak elementów artystycznej fantazji. Natomiast pomieszczenia kawiarni to feria barw i kształtów, wśród których rzucają się w oczy charakterystyczne dla Krakowa akcenty architektoniczne. Są tu więc słynne maszkarony z Sukiennic, połączone ozdobnymi łańcuchami słupki spod Kościoła Mariackiego (tzw. "pachołki"), stare latarnie, kolorowe witraże, wielobarwne mozaiki i zwieńczenia najbardziej znanych krakowskich wież, a także liczne detale, które dostrzega się dopiero po dłuższej chwili, a których szczegółowy opis zająłby wiele stron. Całość tworzy niezwykłą atmosferę, a każdy klient może tu znaleźć zakątek, w którym poczuje się dobrze i swobodnie, to znaczy jak u siebie.
Twórcza inwencja znajduje swe odbicie równie w bogatej karcie dań. Specjalnościami lokalu są śledzie, oraz golonka i gicz cielęca, a więc tradycyjne polskie przysmaki, przyrządzane jednak w sposób całkowicie nowatorski, dobrze świadczący o wyobraźni szefa kuchni. Na najwyższe uznanie zasługują też pomysłowe desery, których jedyną wadą jest to, że po zjedzeniu jednego trudno powstrzymać się od zamówienia kilku następnych.
A po skończonej uczcie, można wyjść na Rynek, spojrzeć na wyłaniającą się z krakowskiej mgły wieżę Ratusza - i jak najprędzej tu wrócić.
|